7 Półmaraton Warszawski okiem Jacka Hreczańskiego 25.03.2012


Pierwszy raz przed biegiem się bałem, a było to tydzień temu na połówce w Warszawie. Start zaplanowany miałem już z pół roku wcześniej jako sprawdzenie formy przed Dębnem. Nie będę opisywał całego cyklu przygotowań powiem tylko że od połowy listopada przebiegłem na treningach 1000 km ze średnim czasem poniżej 5 min na km (biegam trzeci sezon). Ale trening to nie bieg, w czasie biegu mam dodatkową motywację. Mam kilka marzeń związanych z bieganiem pierwsze zejść poniżej 90 minut w połówce a drugie w 200 minut maraton. A potem kolejne wyzwania, zastanawiam się co chcę sobie udowodnić? Niedzielny poranek przywitał mnie zmianą czasu i lekkim zaspaniem a skutkiem było brak śniadania (czyli biegnę na głodniaka).

Na śniadanie był „zestaw Małysza” i żel przed startem. Jako że do stolicy mięliśmy niedaleko swoich sił w Wawie próbowało dziesięciu członków klubu maratończyka Aktywni Sochaczew i chyba połowa z nas poprawiła swoje życiówki. Każdy z nas miał inny cel inną motywację ale myślę że dla wszystkich była to dobra zabawa.
Mój plan na tą połówkę był jasny poprawić życiówkę łatwo powiedzieć ale jak to zrobić. Poprzednie wyniki uplasowały mnie w drugiej grupie startujących czyli dwie minuty za tzw. Elitą. Pomysł sam w sobie dobry ale wiem że późniejsze odstępy były za duże a moim skromnym zdaniem powinno się podawać w takim wypadku czasy netto a nie brutto. Choć w klasyfikacji generalnej to chyba niewiele zmienia a myślę o miejscach na podium. Sam bieg. Pogoda dobra ok. 10 stopni wiatr umiarkowany trasa jak dla mnie szybka z jednym podbiegiem na 14 km wiem że kilka osób nazwało tę górkę Golgotą jak dla mnie był to sprawdzian że są jeszcze rezerwy i można zacząć walczyć . Start i od początku trzymam się prowadzącego na 1,30 kilka razy wyrywa mi się jak widzę że czas z Garmina oscyluje w okolicach 4 minut na km czy ktoś zwariował, że tak pędzi czy ja że próbuje mu dotrzymać kroku. Bałem się kiedy padnę ile jeszcze kroków i zwolnię te i podobne pytania kłębiły mi się w głowie do 10 km i słyszę głos prowadzącego że mamy 20 sekund na plusie do zakładanego czasu jestem w szoku bo poprawiam już dzisiaj nie oficjalnie drugą swoją życiówkę na 5 i 10 km. Lecimy dalej kaemy w nogach strach zaczyna maleć i 14 km przed nami czyli podbieg nie szaleć wbiec a potem się zobaczy na szczycie wzniesienia jest dobrze czas w okolicach 4,30-4,40 na tym odcinku a do zaplanowanego plus siedemnaście sekund.
Podejmuje decyzje biegnę swoim tempem i powoli nieznacznie zaczyna mi niknąć balonik z cyfrą 1,30 mijają 15 i 16 km nawet jak spojrzę przez ramię za siebie już wiem że mam lekką przewagę. Wybiegamy na Wisłostradę jest tak około 18 kilometra zaczyna się walka te głosy w głowie i zdarza się cud. Biegnący obok (Krzysiek z Gdańska) mówi kilka magicznych słów do mety już niedaleko dawaj ciśniemy bo życiówkę trzeba wyśrubować.
Czuję się jak bym dopiero wystartował bo wiem już że jest dobrze ale nie wiem jeszcze jak. Biegniemy razem te ostatnie trzy kilometry co kilkadziesiąt metrów zagrzewając się do walki, pamiętałem że na most będzie w bieg po ślimaku ja wiedziałem a moje nogi chyba nawet tego nie zarejestrowały. Jesteśmy na moście po lewej stadion narodowy i już widać linie mety. Za każdym razem jak przeglądam zdjęcia z mety zastanawiam się czemu nie pamiętam tych ludzi zawsze wydaje mi się że linie mety przekraczam sam a nie w kilka osób. Za linią mety wiem dlaczego warto było poczekać półtora roku na poprawienie poprzedniego wyniku o siedem minut jestem szczęśliwy bardzo szczęśliwy warto było czekać dla tej chwili. Kontakt z moim guru biegowym jak usłyszała czas to powiedziała że jest ze mnie dumna. Mój czas netto 1.28.33 jestem 51 w kategorii M 45 a za mną przybiegło jeszcze ponad 750 45-latków. Podziękowałem także Krzyśkowi za to że był w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie i mnie wspomógł może i ja jego też trochę…
…Już czekając na resztę zwiedziliśmy stadion narodowy było kilka pamiątkowych fotek. W między czasie spotkałem Pacemakera na 1.30 i miałem okazję mu podziękować za nową życiówkę i trzy nieoficjalne wyniki na 5,10 i 15 km. To był dobry dzień a w Dębnie powalczę z 3.30 a jak na 35 km spotkam jakiegoś anioła to może ……. Spełnię kolejne biegowe marzenie.

Jacek Hreczański.